Muffins at work

Jak Jacek zapowiada, że JUTRO idzie do pracy, to mam zadania domowe na natychmiast: Ugotować obiad do łatwego odgrzania i skombinować coś słodkiego łatwego do przetransportowania rowerem. Obiad to naprawdę nie problem, ale jakiś 'amcitek' łatwy w transporcie rowerowym, to do pomyślenia. Tym razem padł wybór – jak często – na mufinki.

Lubię mafinki, bo nie trzeba się za długo bawić: do dużej miski wrzucam po kolei 3/4 szklanki mąki pszennej (może warto spróbować też inną?), 1/2 szklanki jogurtu, 1/2 szklanki kokosowych wiórków, 1/4 szklanki oleju – u mnie rzepakowego, 1/2 szklanki syropu daktylowego (można zastąpić syropem klonowym albo miodem), 1 jajko, 1 łyżeczka proszku do pieczenia i 2 łyżki płatków migdałowych (nadają lekki chrupiący efekt przy jedzeniu). Wszystko po prostu wymieszać łopatką drewnianą. Jednolitą masę nakładam dużą łyżką do papierowych foremek na mafinki. Na koniec posypuję kilkoma płatkami migdałowymi i wkładam do piekarnika nagrzanego góra-dół 180 stopni. Zazwyczaj są gotowe po 25-30 minutach. Przy obiegu po 20 minutach.